Relacja z trybun: Rzeki przepłynąłem, góry pokonałem...
Daleko jeszcze? Ile do mety? Na którą tam pokazuje, że dojedziemy? Oto najczęściej zadawane pytania, na jakie odpowiadać musiał Kierowca Roku podczas niemiłosiernie przeciągającej się podróży na trasie Płock-Buzau-Płock. Całe szczęście, bardzo dobra postawa naszych szczypiornistów + fajne obrazki za oknem, wynagrodziły wszelkie trudy tego eurotripu. Generalnie wyjazd z gatunku tych, które pamiętać się będzie do końca życia.
Nie wypada tego robić, ale jako ludzie z natury przekorni, postanowiliśmy napisać... podziękowania dla tych wszystkich, którzy na wyjazd do Rumunii się nie wybrali! Tak, tak, to nie pomyłka. Śpieszę z wytłumaczeniem, skąd te słowa... Otóż, prawdopodobnie gdyby na mecz do Buzau postanowiły się wybrać trzy osoby więcej, to na pojedynek byśmy w ogóle nie dotarli. Pojazd na więcej niż 9 osób po prostu nie poradziłby sobie w terenie, przez jaki przyszło nam jechać.
Rumuńska zima stulecia
Rumunia przywitała nas obrazkami, jakie wcześniej znaliśmy tylko z serialu „Przystanek Alaska". Kilkumetrowe zaspy na poboczach, ludzi praktycznie wcale. Z żywych istot, najczęściej spotykane są bezdomne psy, których po drodze mijamy całe mnóstwo. Drogi w większości na szczęście czarne, w miarę niezłym (jak na tę porę roku) stanie.
Zanim jednak wjechaliśmy do ojczyzny Maradony Karpat (dla tych, którzy nie pamiętają - George Hagi), bez większych problemów przejechaliśmy przez całą Polandię (w stolicy świętokrzyskiego nucąc stosowne przyśpiewki), Słowację i Węgry. Drogę przez te dwa ostatnie kraje pamiętamy, jak przez mgłę. Trochę się pospało i odpoczęło po trudach, jakie niesie ze sobą jazda z Człowiekiem Roku na pokładzie. :) Oprócz tej charyzmatycznej postaci, w bolidzie jeszcze pięć innych wybitnych jednostek: Pilot Roku, Kamerzysta Roku, Mówca Roku, Małpa Roku i Świnia Roku.
To jednak wokół Człowieka Roku kręciło się całe życie towarzyskie naszego busa. Z tajnych źródeł (zbliżonych do detektywa R.) wiemy, że ten jegomość, przyszły zdobywca Telekamery i Wiktora, planuje karierę polityczną...
Przenieśmy się z powrotem do Rumunii... Im byliśmy bliżej Buzau, tym sytuacja na drodze coraz bardziej się komplikowała. Górskie, kręte drogi, na których nie dało rady rozwinąć prędkości większej niż 20-30km/h, nie były już jedynym utrapieniem. Do tego doszły problemy z nawierzchnią, która z kilometra na kilometr coraz bardziej zaczynała przypominać lodowisko. W miasteczkach, przez które przejeżdżamy panują egipskie ciemności. Jak się potem dowiedzieliśmy, 11 wiosek od kilku dni jest całkowicie pozbawione elektryczności...
W międzyczasie dotarła do nas wiadomość o olbrzymich problemach, jakie dzień wcześniej miał autokar z zawodnikami na pokładzie, który pokonywał zaledwie stukilometrowy odcinek z Bukaresztu do Buzau. Choć początkowo wydawało się, że mamy duży zapas czasu i możemy sobie pozwalać na częste przystanki w celach przeróżnych, to im bliżej meczu, tym mocniej w nasze oczy zaczynało zaglądać widmo nie dojechania na mecz, w najlepszym wypadku spóźnienia.
Historyczne zwycięstwo
Na szczęście czarne wizje się nie sprawdziły i już na ok. 40 minut przed pierwszym gwizdkiem sędziego minęliśmy tabliczkę z napisem „BUZAU". Pod halę podprowadza nas taksówka, bo nazwa ulicy za nic nie dała się wpisać do nawigacji. Parkujemy w zaspie, bierzemy bęben i flagi, po czym udajemy się do wejścia. W drzwiach wita nas grupa wyraźnie zszokowanych naszą obecnością policjantów i ochroniarzy. Od wszystkich usłyszymy za chwilę to, co słyszeliśmy przed wyjazdem w naszych domach: że chyba nas popieprzyło żeby jechać taki kawał drogi na mecz w rumuńską zimę stulecia!
Wchodzimy za darmo i od razu wbijamy się na sektor. Na trybunach bardzo mało ludzi, chyba wszyscy to miejscowi. Kibicom z Constanty w przejechaniu dwustukilometrowego odcinka przeszkodziła... zima. Ponoć sami piłkarze z tego nadmorskiego miasta jechali do Buzau przez 14 (!) godzin.
Rozkładamy trzy flagi - Zawsze Tam, narodową i w barwach miasta, po czym od razu ruszamy z dopingiem. W pierwszej połowie zagłuszał nas jeszcze spiker, za to po zmianie stron odpuścił sobie na dobre. Choć było nas tylko sześcioro, to - nieskromnie pisząc - daliśmy radę. Pozdzieraliśmy gardła. Miło było patrzeć, że zawodnicy słyszą nasze śpiewy, cieszą się po bramkach czy udanych interwencjach (fenomenalny Wichura!) w naszym kierunku. Próbujemy poderwać pozostałe sektory, lecz niestety hala reaguje obojętnością na nasze nawoływania do fali :)
Za przyjazd dostaliśmy od całej drużyny piękny prezent w postaci końcowego rezultatu. Po ostatniej syrenie nikt z nas nie miał wątpliwości, że warto było jechać 27 godzin (bo tyle trwała nasza podróż w pierwszą stronę) żeby być świadkami historycznego zwycięstwa. Po meczu wykonujemy kołyskę z dedykacją dla Franka, najmłodszego Nafciarza. Do zabawy podłącza się cała drużyna.
Za Wisłę!
Przed odjazdem dostajemy propozycję przenocowania w hotelu w Buzau oraz zjedzenia wspólnej kolacji z całą wiślacką ekipą. Decyzję pozostawiliśmy Kierowcy Roku, bo to on wiedział najlepiej, jak reaguje jego organizm i czy podoła drodze powrotnej. Ostatecznie stanęło na tym, że jemy kolację i ruszamy w drogę. Obawialiśmy się, że w nocy warunki pogodowe mogą znów się pogorszyć i nie wyjedziemy wcale...
W asyście policyjnych radiowozów (wcześniej miejscowi mundurowi pomogli w wydostaniu naszego busa z zaspy) jedziemy pod hotel piłkarzy, usytuowany w samym centrum miasta. W oczekiwaniu na autokar naszych pupili, robimy mały spacer po zaśnieżonej okolicy, robiąc przy okazji pamiątkowe foty na tle ładnie oświetlonego ratusza.
Wreszcie podjeżdża autokar, udajemy się na kolację. Tutaj „antybohaterem" zostaje najmłodszy stażem w drużynie Kenneth Olsen, który jednemu z nas sprzątnął sprzed nosa wszystkie frytki ;) W drodze powrotnej zapadła decyzja, że tego pana już nie dopingujemy ;)
Wypijamy lampkę szampana za historyczne zwycięstwo, dziękujemy wszystkim za gościnę, życzymy sobie nawzajem spokojnego powrotu i... czas ruszać.
Zdecydowaliśmy się wracać dłuższą, ale chyba pewniejszą drogą - przez Bukareszt. Górskich premii, na jakie natrafialiśmy w pierwszą stronę, tym razem moglibyśmy już nie zaliczyć.
Do stolicy Rumunii dojeżdżamy w środku nocy. Nie ma czasu na zwiedzanie, miasto obserwujemy jedynie przez zamarzające od środka szyby.
Senna atmosfera w busie (jak zwykle po wygranych meczach) udziela się również kierowcy, który dość często decyduje się na postoje z przeznaczeniem na drzemki. Parę razy zatrzymywaliśmy się też w celach zakupowych (bo w Polsce takiej śliwowicy nie uświadczysz) i skutek jest taki, że Rumunię opuszczamy dopiero w piątek około 15:20.
Przez Węgry jechało się już dużo sprawniej, a Słowacja ogóle przemknęła jakby niezauważona. Ożywienie nastąpiło już w ojczyźnie, kiedy to złapaliśmy za telefony i zaczęliśmy przeglądać nafciarze.pl i inne handballowe strony. Ciekawie robi się też w okolicach Tarnowa, kiedy to zostajemy zatrzymani przez policyjny patrol, który informuje nas o jakimś zepsutym promie i każe zawrócić. Znów tracimy trochę czasu. Do Płocka dojeżdżamy po 5:00, już w sobotę, po około 32-godzinnej jeździe...
Gdyby to kogoś interesowało, aktualnie jesteśmy na etapie doprowadzania naszych kolan do stanu używalności po tej długiej podróży. Czasu na regenerację nie ma zbyt dużo, bo już w niedzielę ruszamy do Zabrza (5/6 z nas!). Ale czego się nie robi DLA WISŁY...
Tylko zalogowani użytkownicy mogą pisać komentarze
- 1
- Multimedia
- Doping z meczu Wisła Płock - THW Kiel

- 2
- Głosowanie
- Wybierz zawodnika meczu Wisła - Vive
- 3
- Kibice
- Kibice jadą do Kielc
- 4
- Galeria
- MMTS Kwidzyn - Wisła Płock (17 zdjęć)
- 5
- Typer
- Finał Mistrzostw Polski




Christian Spanne
42% głosów

- Strona istnieje od 2962 dni
- Użytkowników online: 0
- Gości online: 28
- Newsów w serwisie: 1623
- Zarejestrowanych użytkowników: 1702
- Najnowszy użytkownik: CZUWAJ


| 1. | Vive Kielce | 42 | 803-547 |
| 2. | Wisła Płock | 34 | 662-566 |
| 3. | MMTS Kwidzyn | 30 | 624-586 |
| 4. | Stal Mielec | 27 | 646-629 |
| 5. | Azoty Puławy | 24 | 575-572 |


| 1. | Michał Kubisztal | 125 |
| 2. | Christian Spanne | 75 |
| 3. | Kamil Syprzak | 73 |
| 4. | Muhamed Toromanović | 63 |
| 5. | Bostjan Kavas | 58 |

Gadżety (8)
Typer 2011/12 - klasyfikacja (31)
Typer 2011/12 - podsumowanie. (0)
Typer: FINAŁ MP (12)
Giełda (116)
Wlepki (0)
Transfery (14)














kamil88
Szacun dla Was :) naprawde godne podziwu to co robicie i mily gest w Waszym kierunku odnosnie noclegu i kolacji
tak 3mac !
ZKS!
Ptysiu
PODZIWIAM!
Jesteście Wielcy. To się nazywa "miłość do klubu"
Super przygoda, pomimo problemów. Zgadza się jak napisaliście:
"... Generalnie wyjazd z gatunku tych, które pamiętać się będzie do końca życia..."
wisła_płocka
Szacun!
Więcej takich relacji, już sobie wyobrażam zimną relacje z St. Petersburga.
Jesteśmy zawsze tam...
bpp
wiem ze do St.Petersburga wybiera sie nieco liczniejsza grupa :)
Brawo Nafciarze !
Tylko Wisła
http://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=fAyToxJOSAM#!
Obejrzyjcie ten filmik by uzmyslowic sobie jak ekstremalna byla wyprawa tych kilku zapalencow do Rumunii :) Brawa dla nich! :)
jaco
Kolejny film tłumaczący dlaczego 30 km jechali 6 h
http://www.youtube.com/watch?v=YFS0B7jrOPU&feature=related
Gratulacje dla wyjazdowiczów za sukces !!!!!!!!!!!!!!!!!!!
robson09
Hej Mati a kebabsony czy rollobsony byly na wypasie??? Niezla wycieczka.Pozdrawia Syn Albionu.
barson
Zajebista relacja jak zawsze :) Czyta się to świetnie a fotki dopełniają całości. Panowie jak zwykle mega szacunek i podziękowania dla Was,że jesteście zawsze tam gdzie nasza Wisła gra!! Lepszych ambasadorów nasz klub nie mógłby sobie wymarzyć.
p.s. to jak już Was nawet zima stulecia nie potrafiła zatrzymać i wybraliście się w prawie 4 dniowy wyjazd to nie ma dla Was rzeczy niemożliwych :)
ola2808
OGROMNY szacunek dla Was - jesteście świetni :)
Matełko
Siema Rolmops! Kebabson oczywiście został zaliczony, ale po drodze częściej zatrzymywaliśmy się na makdonaldsowe "trociniaki" :) Wracaj do Polandu, pozdr.