Relacja z trybun: Nafciarze w Hamburgu
Większość wyjazdowiczów zapewne doszła już do siebie po wizycie na germańskiej (choć mieliśmy wrażenie, że bardziej turecko-kurdyjsko-indyjskiej niż germańskiej) ziemi. Czas przypomnieć sobie to i owo... Jako, że w leadzie winno być napisane coś ważnego, informuję, że w Hamburgu zameldowaliśmy się w rekordowej liczbie. Znowu. Nuda. ;)
Ale od początku. Mobilizacja na ten wyjazd rozpoczęła się już kilka tygodni wcześniej. Z różnych źródeł docierały do nas informacje, że Hamburg będzie wyjątkowy. Że wybiera się mnóstwo przeróżnych osób. Poniedziałek 28 listopada miał być rekordowym pod względem nieobecności w płockich szkołach i zakładach pracy. Warsztaty samochodowe nie wyrabiały z przeglądami technicznymi aut, które już czekały w gotowości na nafciarską eskapadę.
Zgodnie z przypuszczeniami, trochę nas pojechało... W sobotni wieczór spod OA wyruszyły trzy „alkobusy" + kilka „samogonów". Zdecydowana większość tzw. auciarzy ruszyła jednak dużo później, niektórzy nawet o 6. rano, tuż po wyjściu z nocnej zmiany - szacun! W autokarach od początku integracja na mocno zaawansowanym poziomie. Było to konieczne, wszak na pokładzie sporo nowych twarzy, dużo też ludzi, którzy od dłuższego czasu nie pokazywali się na szlaku.
Jedziemy w miarę płynnie, postojów nie za dużo. Oprócz tradycyjnych czasoumilaczy, wspomagamy się całą masą przeróżnych filmów tudzież płyt karaoke, którymi co jakiś czas wymieniamy się na postojach. W międzyczasie dowiadujemy się, że mecz Wisły, czy wizyta w dzielnicy czerwonych latarnii to nie jedyne cele, z jakimi część osób wybiera się na wyjazd. Jednego z wyjazdowiczów z autokaru nr 3 na wyjazd wysłała żona, celem... kupna proszku do prania! :) Kolega oczywiście wrócił do domu bez proszku. O ewentualnych konsekwencjach poinformujemy w kolejnych relacjach.
Dłuższy postój mamy w stanie Nevada, czy tam Oklahoma, nie pamiętam. Niektórzy mniej więcej w tym samym czasie mieli jeszcze inny stan, toteż nie załapali się na całkiem niezłą szamkę.
Potem już Niemcy, przez które śmigamy dużo szybciej. Do portowego miasta docieramy około 10. rano. Rozpoczyna się czas wolny, który mamy zakończyć o 14:30. Wtedy musimy się z powrotem zameldować pod halą by wejść na mecz. Sposoby na spędzenie wolnego czasu wybierano przeróżne. Jedni zostali na miejscu, inni wybrali na krótką przebieżkę po okolicy w poszukiwaniu czegoś do jedzenia i picia, jeszcze inni wsiedli do metra i ruszyli do centrum.
Tam była okazja wdrapać się na wieżę jakiegoś kościoła, górującego nad miastem. Potem spacer pod Millertorn Stadion, czyli arenę, na której swoje mecze rozgrywa FC Sankt Pauli. Właśnie miał się rozpoczynać mecz miejscowych z Dynamem Drezno... Pod stadionem dziesiątki ludzi, większość z charakterystycznymi czaszkami na koszulkach i szalikach. Bez problemu można zaopatrzyć się też w browar. Przed wejściem na stadion i w jego okolicach zero policji. „Prawie" jak przy Ł34... Eeech...
Potem ustalamy kierunek na coś do jedzenia. Poza McDonaldem nic innego nie wpada nam w oczy, więc wchodzimy bez wahania, na hamburg-era. Trochę żal, bo - jak się później okazało - obok była cała masa punktów z np. tradycyjnym niemiecko-tureckim kebabem. Po wyjściu zorientowaliśmy się, że całkiem przypadkowo znaleźliśmy się na słynnej ulicy Reeperbahn, przechrzczonej przez nas na „Burdelstrasse" w samym środku dzielnicy czerwonych latarni. Obok kilku sex-shopów, salonów peep-show i klubów go-go, w oczy rzuca się... sklep St.Pauli.
To, co w nim zobaczyliśmy rozłożyło nas na łopatki. Wyposażenie - kosmos! Koszulki, koszule, szaliki, bluzy, spodnie, buty, smycze, skarpety, vlepki czy długopisy to standard. Były też np. klubowe pieluchy, śpiochy, tostery, majtki, linijki, garnitury, prezerwatywy itd. Po prostu wszystko, czego dusza zapragnie. Na szybko próbowaliśmy stworzyć listę rzeczy, których nie było w sprzedaży. Na liście znalazły się tylko kalesony i pokrowce na motor. Powaga! Przez 15 minut, jakie spędziliśmy w środku, przez sklep przewinęło się mnóstwo ludzi w różnym wieku. O utarg nie pytaliśmy. Ale w Płocku się nie opłaca, no bo jak...
Przemoknięci wracamy pod halę - pogoda wyjątkowo nas nie rozpieszcza. Wchodzimy do środka i jedyne co się rzuca w oczy to niebieski kolor. Gdzie się nie spojrzało, tam ludzie w niebieskich koszulkach rozmawiający po polsku. Czuliśmy się, jak u siebie.
Na sektorze nie ma za bardzo gdzie powiesić flag. W końcu znajdujemy jakieś miejsca, ale ludzi stale przybywa i przybywa, zajmują miejsca bliżej parkietu, więc żadna z trzech oficjalnych fan nie jest widoczna podczas meczu. Co innego vipowska nowość... Nasze „super vip-y spod znaku %" (jak napisali na swojej fladze), te same które w Koprze czy za każdym razem w Kielcach siadają osobno, tym razem zajęły miejsca w naszych rejonach, wcześniej urządzając rundę honorową ze swoim płótnem wokół parkietu... Na sektorze konsternacja, ludzie chyba czują się, jakby oglądali pochód pierwszomajowy.
Ilu nas było? W sumie, jakby podliczyć zwykłych śmiertelników z wyżej wspomnianą grupą (ok. 35 osób), to na sektorze było nas nie mniej niż 310.
Od początku jedziemy z dopingiem, jakiego hamburska hala nie widziała na oczy. Nie chodzi nawet o ilość wydawanych przez nas decybeli, bo pod tym względem powinno być znacznie lepiej! Miejscowi - przyzwyczajeni do siedzenia i napieprzania w wachlarze w rytm muzyki czy dźwięków bębnów, na których grają miejscowe „sweet 60", taki niemiecki ZboWiD - raczej nie spodziewali się stada wariatów z Polski, które będzie drzeć ryje i tańczyć. Widok ich min na nasz widok - bezcenny.
Na pierwszy gwizdek w górę idzie niebiesko-biało-niebieska sektorówka, do tego nieustający śpiew. Pierwsza połowa na plus z naszej strony. W drugiej wraz z pogłębiającym się kryzysem na parkiecie, ubywa nam animuszu.
Po meczu dziękujemy chłopakom za walkę, oni nam za liczne przybycie. Jest też okazja do rozmowy z Marcinem Lijewskim, czy zebrania autografów od gwiazd HSV, z czego korzysta zwłaszcza młodsza część publiki tak niemieckiej, jak i polskiej.
Niecałe dwie godziny po meczu ruszamy w drogę powrotną, po drodze dość mocno ograniczając się z postojami - niektórzy na 7:00 mieli zameldować się w pracy... Do Płocka docieramy właśnie w okolicach siódmej.
Teraz na wyjazdowym rozkładzie Wągrowiec, a dwa dni później debiutujemy w Szczecinie!

Tylko zalogowani użytkownicy mogą pisać komentarze
- 1
- Multimedia
- Doping z meczu Wisła Płock - THW Kiel

- 2
- Głosowanie
- Wybierz zawodnika meczu Wisła - Vive
- 3
- Kibice
- Kibice jadą do Kielc
- 4
- Galeria
- MMTS Kwidzyn - Wisła Płock (17 zdjęć)
- 5
- Typer
- Finał Mistrzostw Polski




Christian Spanne
42% głosów

- Strona istnieje od 2962 dni
- Użytkowników online: 0
- Gości online: 30
- Newsów w serwisie: 1623
- Zarejestrowanych użytkowników: 1702
- Najnowszy użytkownik: CZUWAJ


| 1. | Vive Kielce | 42 | 803-547 |
| 2. | Wisła Płock | 34 | 662-566 |
| 3. | MMTS Kwidzyn | 30 | 624-586 |
| 4. | Stal Mielec | 27 | 646-629 |
| 5. | Azoty Puławy | 24 | 575-572 |


| 1. | Michał Kubisztal | 125 |
| 2. | Christian Spanne | 75 |
| 3. | Kamil Syprzak | 73 |
| 4. | Muhamed Toromanović | 63 |
| 5. | Bostjan Kavas | 58 |

Gadżety (8)
Typer 2011/12 - klasyfikacja (31)
Typer 2011/12 - podsumowanie. (0)
Typer: FINAŁ MP (12)
Giełda (116)
Wlepki (0)
Transfery (14)














JohnyN
"...raczej nie spodziewali się stada wariatów z Polski, które będzie drzeć ryje i tańczyć..."
Oni się w ogóle mało kogo spodziewali :)
Jeden z Panów ochrony dość płynnie po polsku określił to jako coś wyjątkowego hehe...
My za to zwiedziliśmy stadion HSV oraz zrobiliśmy pamiątkowe zdjęcia pod halą :) Tą dużą :) O szczegóły w zasadzie trudno po tak dłuuuuugiej nocy :)
jaco
Wyjazd suppppppppper .
Trzeba wczesniej pomyśleć o wyjeździe do Petersburga żeby był czas na załatwienie wiz .
maniak
JohnyN Widocznie hokej jest bardziej popularny w Hamburgu niż ręczna dlatego gra HSV na tej małej hali.
Ktoś wie co upamiętnia pomnik bosej nogi przed stadionem HSV?
Tylko w Hamburgu na jednej stacji spotkać można kibiców St. Pauli, a kilka stacji dalej kibiców...hokeja. Czerwone uszy rządzą :)
Ps. pozdrowienia dla przewodniczki.
zielin
"Jednego z wyjazdowiczów z autokaru nr 3 na wyjazd wysłała żona, celem... kupna proszku do prania! :) Kolega oczywiście wrócił do domu bez proszku. O ewentualnych konsekwencjach poinformujemy w kolejnych relacjach" Mistrzostwo Świata :D Szacun za wyjazd !!
alamakota
Swego czasu jeden kolega został wysłany przez żonę do pobliskiego sklepu po mleko a zajechał aż do Kielc.
jerzy1992
Widocznie w tej dużej hali był zaplanowany dwudniowy koncert aida night of promos czy jakoś tak, dlatego LM Hamburg grał na swoim starym obiekcie.
krokodylek
Fantastyczna relacja z wyjazdu ! Zwłaszcza dla dziewczyn i żon tych, co pojechali do Hamburga :) Gratulacje dla autora! :)
maniak
Jerzy1992 Czytasz czasem wypowiedzi innych? Lijewski wyraźnie powiedział w wywiadzie, że za drogie jest wynajmowanie dużej hali przy małym zainteresowaniu kibiców. Mogę przypuszczać, że ciebie nie było w Hamburgu. Jeśli byś był, to byś zauważył, że nawet na tej hali kompletu publiczności nie było.
Nafciarze1947
Kto pozwolił na to żeby hetkowski robił taki przypał nam kibicom!?!?!? Pół miasta sie juz z tego smieje i mowi ze z kibicow recznej robia sie niezle pajace
Tomek71
Niestety nikt temu panu nie mógł zabronic jechac i lansować się.
Wystarczy że wszyscy ogarnięci wiedzą kto to jest i nie mają dla niego za grosz szacunku - tak jak ja. Domyslam sie że niedługo mu się znudzi i zarówno jego jak i jego "kolegów spod % " nie będziemy musieli oglądać i sie za nich wstydzić