Miszczyński: Sport z polityką nie mogą się mieszać
O tym, jak rodziła się SPR Wisła Płock, o prezesurze, sztabie szkoleniowym, planach, transferach i opiece lekarskiej – mówi Andrzej Miszczyński, prezes spółki zajmującej się piłką ręczną. Rozmawiał Grzegorz Szkopek.
Długo zastanawiałeś się nad objęciem funkcji prezesa spółki, która zajmie się piłką ręczną?
Andrzej Miszczyński: Na początku w ogóle nie zakładałem, że zostanę prezesem. Dla mnie ważniejsze było stworzenie tej spółki, zapewnienie finansowania sekcji i to był cel. W grudniu rozmawiałem z władzami miasta, zapoznałem się z projektem umowy sponsorskiej. Okazało się, że nie ma kandydata do zorganizowania spółki. A to dość duże przedsięwzięcie, wymagające wiedzy i doświadczenia. Zgodziłem się najpierw opracować koncepcję, na podstawie której spółka ma działać. Później zająłem się procesem jej tworzenia z punktu formalno-prawnego. Tak, żeby powstała i dała miastu szansę podpisania umowy sponsorskiej na finansowanie piłki ręcznej na okres 3-4 lat. I to był cel.
Dokument, który przedstawiłem, został zaakceptowany przez właściciela i sponsora. Zostało dostrzeżone, że działa się według pewnego planu. To, co było chyba największą bolączką do tej pory, to właśnie brak tego planu. Przychodził nowy trener, nowi ludzie i tak do końca nie było wiadome, dokąd my zmierzamy. W pewnym momencie określiłem cele, czyli gdzie chciałbym, żeby drużyna była w danym roku. Przedstawiłem je sztabowi szkoleniowemu, który je zaakceptował i uznał za realne. Wierzę, że uda się je zrealizować.
Stanowisko prezesa pojawiło się w trakcie tych prac?
- Jak się kończy pewien etap, to powstają następne pytania. Kwestia prezesury zaczęła się wyłaniać gdzieś w marcu. Wtedy ktoś musiał podjąć decyzje w sprawie sztabu szkoleniowego, kadry zespołu. Będąc zaangażowanym w proces formalno-prawny tworzenia spółki, musiałem działać o krok dalej. Przewidziałem, że jeżeli pewnych ruchów nie wykona się w marcu-kwietniu, zostawi się je do zakończenia sezonu, to ogarnąłby i spółkę-matkę, i spółkę-córkę totalny chaos organizacyjny.
Ale to były działania jakby obok oficjalnego istnienia klubu. Bo przecież w okresie, o którym mówisz, normalnie funkcjonowała Wisła Płock z dwoma sekcjami, miała swojego prezesa, dyrektora sportowego. Nikt głośno nie mówił o rozdzieleniu sekcji.
- Właściwie o rozdzieleniu sekcji było wiadomo w grudniu ub. r. Został bowiem przesłany projekt umowy sponsorskiej, który zakładał m.in. finansowanie piłki ręcznej w konkretnej sytuacji. W marcu było wiadomo, że powstanie nowa spółka. Coraz odważniej wyłaniała się wizja, że mam być jej prezesem. Jest więc chyba naturalne, że skoro mam odpowiadać za pewne rzeczy, to chcę, żeby były układane tak, jak ja to widzę. W związku z tym, kiedy była jasna informacja, że poprzedni trener nie przedłuży kontraktu z Wisłą, bo taką podjął decyzję, to był ostatni dzwonek, aby te sprawy regulować. Postawiłem warunek, że zostanę prezesem, jeśli będzie taki sztab szkoleniowy, jaki zaproponuję. Dano mi szansę podjęcia takich decyzji. Z perspektywy czasu uważam, że były to decyzje strategiczne jeśli chodzi o funkcjonowanie i przyszłość sekcji piłki ręcznej.
Dopiero czas pokaże czy były one trafione.
- To nawet nie chodzi o to, czy były trafione, czy nie. Te decyzje pozwoliły normalnie funkcjonować od strony sportowej zarówno pierwszemu zespołowi, jak i pozostałym drużynom Wisły.
Zależy mi, aby ludzie zatrudnieni w spółce stanowili zespół, który pracuje razem dla osiągnięcia celu. Umowa sponsorska zmienia pozycję pierwszej drużyny w tej firmie. Jest bowiem pewna kwota gwarantowana, a resztę trzeba zarobić. Kwota gwarantowana nie pokrywa wysokości kontraktów. Jeśli więc pierwszy zespół nie będzie wygrywał meczów, spółka może mieć problemy finansowe z wypłaceniem kontraktów, pokryciem kosztów. Przedstawiłem to zawodnikom i mają tego pełną świadomość. Oczywiście na spółce ciążą zobowiązania i kontrakty muszą być wypłacone i moja w tym rola, żeby znaleźć pieniądze, jeśli ich nie zarobimy. Jednak, gdyby do tego doszło, trzeba się zastanowić, czy w tym składzie jesteśmy w stanie realizować cele, które sobie postawiliśmy. Sytuacja jest czysta. Nikt nie kieruje się tutaj swoimi sympatiami. Do tej pory zespół był niejako konsumpcyjny. Był budżet i zespół konsumował pieniądze. Teraz to się zmienia. Jest pula, która zabezpiecza właściwe przygotowanie do sezonu, a podczas niego zespół musi zarabiać pieniądze.
W twojego expose wygłoszonego przed radnymi wynika, że rokiem granicznym dla spółki ma być rok 2013. Wtedy np. w Wiśle ma być kilku reprezentantów Polski. O kim myślisz?
- Moim zdaniem ogromne szanse, aby w tym czasie być w reprezentacji Polski, mają Wiktor Jędrzejewski, Kamil Syprzak, być może Zbigniew Kwiatkowski. Jeśli jej nie wykorzystają, będę rozczarowany. Uważam, że w Płocku możemy stworzyć alternatywę dla pary Żółtak-Grabarczyk, która powoli zaczyna być oparciem reprezentacyjnej defensywy. Nasi kołowi mają wszystkie predyspozycje, aby stać się piłkarzami klasy reprezentanta kraju. Myślę, że w tej kadrze powinien być też Piotr Chrapkowski. To chłopak, którego cele i ambicje doskonale wpisują się w nasze założenia. Oczywiście nie chciałbym, aby w stosunku do niego były rozbudzone jakieś duże oczekiwania już w tym sezonie. On musi robić systematyczne postępy, a wtedy wszyscy będziemy zadowoleni. Mocno będziemy pracować też nad skrzydłowymi. Mam tu na myśli Tomasza Klingera, Krystiana Nidzgorskiego. To młodzi zawodnicy i za trzy lata powinni być w reprezentacji Polski. Może jeszcze nie jej podstawowymi zawodnikami, ale na pewno w szerokiej kadrze.
W 2013 roku odzyskamy tytuł mistrza Polski?
- Takich zapewnień nikt ode mnie nie usłyszy. Być może uda się to już w tym sezonie. To jest tylko sport. Do każdego spotkania będziemy podchodzić tak, żeby je wygrać. Jeśli wygramy wszystkie mecze, to zdobędziemy mistrzostwo kraju.
Cele na ten sezon to finał mistrzostw kraju i Pucharu Polski oraz jak najwięcej meczów w europejskich pucharach. Przestaliśmy więc już mówić o złotym medalu?
- Jeśli się jest w finale, to została ostatnia część pracy do wykonania. Proszę mi wierzyć, nie znam zawodnika, który nie chciałby jej wykonać dobrze. Natomiast nikt nie potrafi przewidzieć, jak się skończy finał. Powtarzam: to sport, w którym wszystko jest możliwe. Ale jestem pewien, że każdy z zawodników, którzy będą w tych finałach, zrobią wszystko, żeby wygrać. Jeśli ktoś uważa, że Wisła Płock powinna mieć postawiony cel zdobycia mistrzostwa i Pucharu Polski i go zrealizować, bo jeżeli nie, to będzie katastrofa, to mogę z nim na ten temat merytorycznie porozmawiać.
Bardzo dobrze znasz trenera Larsa Walthera, w końcu z nim grałeś.
- Od samego początku moim założeniem było stworzenie sztabu trenerskiego, któremu ufam, co do wiedzy którego nie mam wątpliwości. Może się okazać na koniec sezonu, że wyszła klapa. Ale ci wszyscy ludzie, którzy są w pierwszym zespole, to osoby, które chciałem mieć i nie ma tam nikogo przez przypadek. Mam do nich duże zaufanie. Firma może się rozwijać tylko wtedy, jeśli tworzą ją ludzie kompetentni, mający do siebie zaufanie, lojalni i dążący do jednego celu. Wierzę, że tak właśnie jest w przypadku Wisły.
W ubiegłym sezonie też zaczynaliśmy z super trenerem.
- Jestem przeciwny gloryfikowaniu sztabu szkoleniowego, że ci ludzie zrobią u nas cuda. Spójrzmy na to merytorycznie. Przychodzi do nas trener, który ma doświadczenie z wielu lig, a szczególnie ostatnio w niemieckiej. To trener, który w ciągu ostatnich lat nigdy nie był bezrobotny. Ale ważniejsze było dla mnie to, że jest szkoleniowcem z jednej z najsilniejszych lig na świecie, że wprowadza pewne standardy do drużyny Wisły Płock, że w ostatnich sezonach wygrał 85-90 proc. meczów. Mamy Krzysztofa Kisiela, który zna bardzo dobrze realia polskiej ligi i Płocka. Jest Artur Góral, który jest z tym zespołem od kilku lat. Jeśli połączy się wiedzę tych trzech ludzi, którzy ze sobą współpracują, a nie działają na zasadzie, że pierwszy trener jest guru i mówi, co mają robić, powinno być dobrze. Wierzę, że będą podejmować dobre decyzje dotyczące sposobu gry, z uwzględnieniem potencjału naszych zawodników, a nie realizować nowe, cudowne koncepcje.
Będziesz się przyglądał, jak gra zespół, podpowiadał, co trzeba zrobić?
- Zamierzam spotykać się z osobami z całej firmy, odpowiedzialnymi za określone sprawy w klubie. Także z trenerem. Jeśli przegramy mecz, to będę prosił o odpowiedź na pytanie, dlaczego tak się stało. Jeśli popełniliśmy jakieś błędy, to nie wolno ich popełnić po raz drugi. Nie będę odbierał porażek jako kwestii życia czy śmierci, nie będę wpadał w panikę decyzyjną czy wprowadzał terror psychologiczny, że jak nie wygrasz, to cię zwolnię. My stawiamy sobie pewne cele i rozliczamy się z nich 30 maja przyszłego roku.
Czyli prezes przyjmuje na siebie wszelkie ciosy i presję?
- Tak. Mam zaufanie do sztabu szkoleniowego. I jakiekolwiek próby oddziaływania na mnie nie mają racji bytu.
A czy pierwszy zespół będzie miał w końcu opiekę lekarską z prawdziwego zdarzenia?
- To jest oczywiste i na pewno będzie to jedna z pierwszych spraw, jaką się zajmiemy, gdy zostaną załatwione wszelkie sprawy formalne związane ze spółką.
Porozmawiajmy o transferach. Dotychczas była to w dużej mierze domena dyrektora sportowego. Czy widzisz taką funkcję w klubie?
- Nie. W mojej koncepcji struktury zarządzania nie ma takiego stanowiska. Czekam jeszcze na jej akceptację przez drugiego członka zarządu, który będzie reprezentował sponsora. I z jego zdaniem będę się liczył, bo sponsor zapewnia nam byt. Ale uważam, że dyrektor sportowy nie jest potrzebny. Kompetentny sztab szkoleniowy jest wstanie określić, o jakich predyspozycjach potrzebuje zawodników do określonego stylu gry. Natomiast rolą zarządu jest określenie kwestii finansowych.
Czyli prezes będzie się zajmował transferami?
- Oczywiście że tak, ale tylko w kwestii formalnej, czyli doprowadzenia do podpisania umowy. Za znalezienie zawodników odpowiada sztab szkoleniowy. Natomiast zarząd będzie określał możliwości finansowe. Jednak w sytuacji, gdy będę widział, że np. skrzydłowi czy kołowi nie kończą akcji i w jakiś sposób blokują rozwój drużyny, a sztab szkoleniowy będzie chciał rozgrywającego, to mam na tyle wiedzy, żeby dyskutować, czy jest to transfer priorytetowy. Tego typu wpływ na pewno będzie, bo nie zamierzam być ślepy i głuchy. Będę miał swoją ocenę sytuacji. Jeśli trenerzy mnie przekonają do swojej koncepcji, to dojdziemy do kompromisu.
Pytam o twoją rolę w polityce transferowej nie bez przyczyny. Głośno mówi się o tym, że w ostatnim czasie byłeś w nią mocno zaangażowany i miałeś duży wpływ na to, jacy gracze trafili do Wisły.
- Od pewnego czasu dochodziły do mnie takie informacje. Być może jest to spowodowane kojarzeniem zero-jedynkowym. Bo ostatnie lata swojej kariery zawodniczej grałem w Danii, jestem w jakiś sposób związany z tym krajem, czyli cały ten skandynawski kierunek, który się pojawił w Wiśle, to moja wizja i byłem w to zaangażowany. Zdecydowanie i kategorycznie temu zaprzeczam. Sięgając wstecz, gdy piłką ręczną rządzili Marek Woliński, Marek Witkowski czy Łukasz Szczucki, nie byłem na żadnym etapie zaangażowany w politykę transferową, nie doradzałem, nie wpływałem na jakiekolwiek decyzje. Być może takie wnioski są wyciągane na podstawie tego, że mam dobry kontakt z zawodnikami zagranicznymi. I nie kryję się z tym. To wynika z mojej empatii. Sam pamiętam, jak się czułem, gdy wyjechałem do Danii i jak było to trudne. I kiedy pojawia się człowiek z zagranicy, staram się być dla niego po prostu przyjazny.
Występując przed radnymi, mówiłeś również o drugim zespole. Jak duża ma być jego rola?
- To bardzo istotny element klubu. Właściwie pierwszy i drugi zespół to naczynia połączone. Druga drużyna ma być kopią pierwszej. To w niej zgromadziliśmy naszych reprezentantów Polski w kategoriach młodzieżowych. Oczywiście w drugim zespole obciążenia treningowe będę adekwatne do wieku zawodników. Oni mają dać z siebie maksa i tego oczekujemy. Jestem zainteresowany, aby z tego zespołu nie wyciągać na siłę zawodników. Nie chciałbym co chwila zabierać Kamila Syprzaka czy Kamila Mokrzkiego na wycieczki, jeśli chodzi o mecze ekstraklasy. Wyjęcie z drużyny tych zawodników sprawia, że sportowa jakość zespołu mocno traci. To nie oznacza, że młodzi zawodnicy nie będą brani pod uwagę w pierwszym zespole. Ale większość meczów rozegrają w drugiej drużynie. Mecze w ekstraklasie to będzie taki bonus dla najlepszych. I jeśli taki zawodnik zostanie zabrany na mecz, to chciałbym, żeby grał, a nie siedział na ławce, bo na to nas nie stać.
Czy nadal zespołami młodzieżowymi nowej Wisły będzie się opiekowało stowarzyszenie Wisła?
- Cała piramida, która była stworzona do tej pory, będzie istniała dalej, bo uważam, że funkcjonuje dobrze. Powinniśmy natomiast inwestować w doskonalenie umiejętności i rozwój naszych trenerów, żeby mogli przekazać coraz więcej wiedzy zawodnikom.
Będziesz kontynuował politykę, którą rozwinął Marek Witkowski, czyli ściągał do Wisły młodych, zdolnych zawodników?
- Absolutnie tak. Mamy przegląd zawodników, którzy są z Płocka. Jeśli zauważymy, że nie mamy albo w najbliższej przyszłości nie będziemy mieli zawodnika na danej pozycji o określonym poziomie, to będziemy szukać ludzi w Polsce. Postaramy się przekonać do uczenia się w Płocku i gry w Wiśle. Ale podkreślam, że przede wszystkim na tych pozycjach, na których nie będziemy mieć ludzi z naszego systemu szkolenia.
Odpowiedziałeś sobie na pytanie, co stało się z Wisłą w poprzednim sezonie? Bo to chyba ważna odpowiedź w kontekście nadchodzącego sezonu.
- Zrobiłem bardzo głęboką analizę tego co się stało. W zeszłym sezonie rozpoczął się etap budowania drużyny. Każdy, kto ma elementarną wiedzę z zarządzania, wie, że takie budowanie obejmuje cztery fazy. Pierwsza to wielka ekscytacja i oczekiwania, kiedy zespół jest powoływany do życia. Później w sposób naturalny przychodzi faza konfliktu, kolejna to faza stabilizacji, a następna to sukcesu. Uważam, że w poprzednim sezonie przerobiliśmy dwie pierwsze. Czeka nas faza stabilizacji i sukcesu. Uważam, że wchodzimy właśnie w okres stabilizacji. Sztab szkoleniowy ma zapewniony komfort pracy, jeśli chodzi o długość kontraktów. Transfery, które zrobiliśmy, nie burzyły tego, co było do tej pory, tylko uzupełniły słabe ogniwa w poprzednim sezonie.
Jesteś prezesem spółki miejskiej. Z drugiej strony masz potężnego sponsora. Obie strony mają swoje prawa. Jak widzisz swoją niezależność i samodzielność?
- Za spółkę odpowiada prezes. Jeśli jego działania są nie akceptowane przez właściciela czy sponsora, Rada Nadzorcza może go odwołać. To też działa w drugą stronę. Jeśli prezes uzna, że działania nadzoru właścicielskiego czy Rady Nadzorczej są niezgodne ze statutem, może złożyć dymisję. Wyraźnie powiedziałem podczas sesji Rady Miasta, że sport z polityką nie mogą się mieszać, bo nic dobrego z tego nie wynika. Jeśli nie uda mi się oddzielić polityki od sportu, to nie będę mógł funkcjonować. Ale na razie żadnej tego typu presji nie odczułem. Wszystko, co się dzieje do tej pory, to moje decyzje, za które ponoszę odpowiedzialność.

Prezes Miszczyński w trakcie spotkania z kibicami Wisły
Tylko zalogowani użytkownicy mogą pisać komentarze
- 1
- Multimedia
- Doping z meczu Wisła Płock - HSV Hamburg

- 2
- Głosowanie
- Wybierz zawodnika meczu Wisła - Azoty
- 3
- Kibice
- Zapisy na wyjazdy do Constanty i Zabrza
- 4
- Galeria
- Wisła Płock - Azoty Puławy (37 zdjęć)
- 5
- Typer
- 17. kolejka Superligi | 8. kolejka LM




Marcin Wichary
28% głosów

- Strona istnieje od 2857 dni
- Użytkowników online: 0
- Gości online: 15
- Newsów w serwisie: 1496
- Zarejestrowanych użytkowników: 1581
- Najnowszy użytkownik: big l


| 1. | Vive Kielce | 32 | 606-399 |
| 2. | Wisła Płock | 26 | 477-406 |
| 3. | Stal Mielec | 19 | 460-458 |
| 4. | MMTS Kwidzyn | 18 | 427-428 |
| 5. | Azoty Puławy | 16 | 410-406 |


| 1. | Michał Kubisztal | 78 |
| 2. | Christian Spanne | 48 |
| 3. | Adam Wiśniewski | 42 |
| 4. | Nikola Eklemović | 42 |
| 5. | Kamil Syprzak | 41 |















barson
ja tam się cieszę,że mamy takiego prezesa. zna się na rzeczy. jego blog to były same konkrety! naprawdę w większości przypadków kibice zgadzali się z jego zdaniem.. dlatego może niech co niektóry wuluzuje, schowa swoją wrodzoną zawistność i pieniactcwo do kieszeni i poczeka na wyniki. wkurza mnie to,że pojawiały się tu już głosy,że to cwaniaczek który wywindował się dzięki forum i sypmatii kibiców na stołek prezesa.. nie dam za obcego człowieka głowy ani nie wiem jak było naprawdę, wiem jedno- chcę sam siebie oszukiwać nadzieją i wierzyć,że całą koncepcję zarządzania klubem pracował ktoś kto ma o tym rzeczywiście pojęcie.. i z taką świadomością czekam na ZŁOTY medal!!
nic innego nas nie obchodzi panie Miszczyński!!
--------WISŁA NA MISTRZA 2011--------------
wizawee
To bedzie przelomowy sezon, wkoncu w klubie pachnie profesionalizmem. moim zdaniem wlasciwy czlowiek na wlasciwym miejscu.
Xyz
A ja się cieszę z tego, że w końcu dowiedzieliśmy się, jakie spojrzenie ma na obecną sytuację pan Miszczyński, bo tak to wszyscy go obsmarowywali, a nawet nikt jego zdania nie znał. Teraz można tak na prawdę albo się z nim zgadzać albo nie...
ziarko1289
Wszystko zapowiada się naprawdę nieźle:)
wisł@1975
Dla mnie wszystko jest jasne, w końcu nic nie jest owiane tajemnicą i każdy wie jakie cele stoją przed zawodnikami.
Nikt nie dmucha balona tak jak przed zeszlym sezonem.
Niech chłopacy trenują w spokoju, a efekty cieżkiej pracy powinny pojawić się już niebawem.
Darek1963
Andrzeja zam dobrze i wiem że nie jest karierowiczem i oszołomem. Jest to człowiek który mówi prawdę i nie owija w bawełnę.Jest to osoba dla której dobro klubu jest najważniejsze.Wszystkim kibicom radze się wstrzymać w podejmowaniu błędnych ocen, bo to co nie którzy piszą to po prostu dziecinada.Radze co niektóry wylać kubeł zimnej wody na rozpalone głowy. A co do Andrzeja to miał tyle do powiedzenia co żyd za okupacji.Kto miał rządzić sekcją piłki ręcznej po rozłamie jak osoba całym sercem oddana temu klubowi,jest jeszcze jedna taka osoba to Andrzej Marszałek i tylko te dwie osoby nadawały się na stanowisko sternika nowej sekcji.Dlatego zwracam się do kibiców dajcie człowiekowi trochę popracować,a już niedługo będziemy cieszyć się z sukcesów odzyskania Mistrzostwa Polski.Bo prawdziwego mężczyznę poznaje się po tym nie jak zaczął lecz jak skończył.A Andrzej jest w stanie to wszystko osiągnąć tylko trzeba dać jemu trochę czasu,bo nie od razu Rzym zbudowano,a wy już narzekacie . Andrzej życzę tobie dużo sukcesów i wieże że mnie nie zawiedziesz ,bo wiara w ciebie zawieść nas nie może
baro101
w 100% sie z tobą zgadzam Darek. Panie Andrzeju powodzenia!!!!!!!!!!